poniedziałek, 16 stycznia 2012

Jak bezpiecznie komunikować się w Internecie - co to jest i do czego służy VPN

Autorem artykułu jest Krzysztof Kurilec



Wyobraź sobie taką sytuację. W Twojej firmie funkcjonuje wewnętrzna strona internetowa, na której publikowane są informacje tylko dla pracowników. Albo jakikolwiek program, który działa jako aplikacja internetowa. Wszystko jest pięknie dopóki nie trzeba wyjść z biura.

Po wyjściu z biura albo do tych stron w ogóle nie ma dostępu albo są dostępne dla wszystkich - zależnie od tego czy są wystawione na świat czy nie. Przydałby się jakiś mechanizm, który spowodowałby, że pewne strony internetowe będą dostępne tylko dla pewnej grupy osób. Idealnie byłoby gdyby po jakiejś formie zalogowania się czuć się tak, jakbyś był w biurze. Mam na myśli dostępne strony internetowe, udostępnione foldery, drukarki i inne komputery w otoczeniu sieciowym itd.

Dokładnie w tym celu wymyślono sieć VPN. Skrót VPN oznacza wirtualną sieć prywatną. Wirtualną, bo chodzi właśnie o to, żeby czuć się jak byś był w firmie, chociaż tam fizycznie nie jesteś.

W praktyce przekłada się to na szyfrowanie informacji przesyłanych przez Internet. Pamiętasz zapewne historię maszyny Enigma, która służyła do szyfrowania oraz odszyfrowywania telegramów podczas II wojny światowej. Zasada działania jest podobna. W obu przypadkach przesyłana informacja jest niezrozumiała dla kogoś, kto nie zna klucza, jakim została zaszyfrowana. Dopiero mając odpowiedni klucz można odczytać prawdziwą treść wiadomości.

Jeszcze prostsza analogia to wysłanie pocztą kartki pocztowej i listu w kopercie. Tekst na kartce pocztowej może przeczytać każdy, przez którego ręce kartka przechodzi. Treść listu natomiast jest ukryta w kopercie i nie może jej przeczytać nikt postronny.

Szyfrowane połączenie pomiędzy dwoma komunikującymi się przez Internet urządzeniami nosi nazwę kanału albo tunelu VPN. Na obu końcach kanału muszą znajdować się elementy, których zadaniem jest szyfrowanie informacji przed wysłaniem oraz odszyfrowanie po odebraniu.

W przypadku gdy kanał VPN zestawia się pomiędzy dwoma biurami firmy, elementy te to specjalne urządzenia sieciowe. W przypadku gdy kanał VPN ma połączyć komputer z biurem, szyfrowaniem po stronie komputera zajmuje się specjalny program, tzw klient VPN.

Sieci VPN zyskują ostatnio na popularności dzięki temu, że zapewniają:

- Pełne bezpieczeństwo komunikacji – przesyłane dane są praktycznie nie do odczytania przez osoby postronne.

- Ogromną wygodę – będąc zalogowanym do firmowej sieci VPN możesz pracować tak, jakbyś siedział przy swoim biurku. Sieci w dwóch (lub więcej) biurach połączone kanałem VPN stanowią funkcjonalnie jedną dużą sieć.

- Obniżenie kosztów i usprawnienie komunikacji – nie trzeba jeździć, wysyłać dokumentów pocztą, VPN idealnie nadaje się do prowadzenia rozmów głosowych.

Decydując się na wdrożenie VPN w swojej firmie wybierz partnera z doświadczeniem, który przeanalizuje Twoje potrzeby i zaprojektuje optymalne rozwiązanie a następnie je dostarczy, zainstaluje i uruchomi.

---

Krzysztof Kurilec
www.lsb.pl


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Antywirus płatny czy darmowy?

Autorem artykułu jest SERVCOMP



Krzystanie z komputera mającego dostęp do Internetu bez zainstalowanego oprogramowania antywirusowego jest bardzo ryzykowne i może prowadzić do awarii. Ale z jakiego antywirusa powinniśmy skorzystać: płatnego czy darmowego? I w jaki sposób dokonać właściwego wyboru?

Nie od dziś wiadomo, że korzystanie z komputera mającego dostęp do Internetu bez zainstalowanego oprogramowania antywirusowego jest bardzo ryzykowne i może prowadzić do awarii systemu operacyjnego, komputera lub czasem nawet do utraty pieniędzy z konta bankowego czy karty kredytowej.

Na szczęście wielu z nas – użytkowników Internetu doskonale zdaje sobie sprawę z zagrożeń czyhających w Internecie i posiada antywirusa, ale problemem często okazuje się wybór właściwego oprogramowania – darmowy czy płatny?

W przypadku firmowych komputerów w większości przypadków sprawa jest jasna – płatny antywirus. Niestety darmowe programy przeznaczone są tylko do użytku niekomercyjnego i wykorzystywanie takiego programu w firmie było by naruszeniem zasad licencji. Jednak w przypadku użytkowników domowych sprawa nie jest tak oczywista. Aktualnie na rynku mamy do wyboru co najmniej kilkanaście darmowych programów antywirusowych różnych producentów.

Co jednak z hasłem: „za darmo – umarło?”. Czy darmowe antywirusy na pewno są „za darmo” i czy są produktami pełnowartościowymi?

W tym wypadku „za darmo” wiąże się często z podaniem adresu e-mail, oglądaniem dodatkowych reklam lub ograniczeniem funkcjonalności programu do podstawowych funkcji. Nie do końca jest więc to produkt darmowy i w pełni funkcjonalny. Pozostaje pytanie czy warto więc zapłacić tych kilkadziesiąt złotych za „pełnego” antywirusa? Jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie się nie da, ale dobrym sposobem uzyskania odpowiedzi jest skorzystanie z opcji przetestowania funkcjonalności danego antywirusa przed dokonaniem zakupu. Często mamy od 30 do nawet 90 dni na korzystanie z pełnej wersji programu zanim będziemy musieli dokonać ostatecznego wyboru: płatny czy darmowy antywirus.

Jedno jest pewne i o tym powinniśmy zawsze pamiętać, chociaż darmowy antywirus nie koniecznie musi być profesjonalny, pewny i niezawodny, to jednak zawsze będzie on lepszy niż jego brak.

---

Internet - 59,00 zł
Antywirus - 100,00 zł
bezpieczeństwo przy komputerze - bezcenne


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Monitoring komputera

Autorem artykułu jest Robert Zaorski



W dzisiejszych czasach niemal w każdym gospodarstwie domowym jest już komputer. W połączeniu z Internetem daje on szereg nieograniczonych możliwości.

Pracodawcy oczekują umiejętności obsługi natomiast młodsze pokolenie nie wyobraża sobie bez niego życia. Najczęściej korzystamy z portali społecznościowych, aukcji internetowych oraz aplikacji biurowych. Uogólniając służy on zarówno do rozrywki jak i do pracy.

Internet to także zagrożenie dla każdego z nas a w szczególności dla dzieci. Bardzo łatwo nawiązują nowe kontakty, szybko obdarzają zaufaniem a takie postępowanie bardzo często może prowadzić do przykrości oraz bardzo smutnych wydarzeń. Trudno jest pilnować co robi pociecha w sieci a jeszcze trudniej wykonywać to dyskretnie. Dlatego atrakcyjnym rozwiązaniem będzie podsłuch komputera (keylogger). Zazwyczaj ma on postać małej, niepozornej elektronicznej przystawki. Urządzenie to skrupulatnie rejestruje poczynania użytkownika komputera. Jest w stanie z łatwością zapamiętać każdy naciśnięty klawisz , po czym zestawić wszystko w logiczny tekst. Zapisane zostaną treści rozmów z komunikatorów internetowych, adresy odwiedzanych witryn a także w razie konieczności zdjęcia ekranu monitora.

Keylogger to także bardzo przydatne narzędzie w czasie samodzielnej pracy przy komputerze. W sytuacji utraty wartościowych plików tekstowych (np. praca magisterska) można wszystko bez najmniejszego problemu odtworzyć. Dodatkowo podsłuchy komputera mogą być stosowane przez pracodawcę w celu kontroli zatrudnionych osób. To niewielkie urządzenie bezbłędnie i bezwzględnie ujawni czym zajmuje się pracownik w czasie pobytu w firmie.

---

GERMANO.COM.PL


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Podsłuchy i ich zasilanie

Autorem artykułu jest Patryk German



Efektywne narzędzia dyskretnej inwigilacji wymagają zasilania. W przypadku braku energii nie są w stanie spełniać swoich pierwotnych zadań operacyjnych.

Istnieje kilka alternatywnych metod zasilania, jakie potrzebują podsłuchy. Jeśli jesteśmy zwolennikami używania nadajników radiowych to najczęściej spotykamy się z zasilaniem za pomocą właściwej baterii. Są różnych kształtów ale zazwyczaj rozpiętość jest następująca od 1.5V przez 3V i 4,5V do nawet 230V. W przypadku 1.5v bateria taka umożliwia około 2 dni inwigilacji. Absolutnym hitem jest zastosowanie LR20 dzięki niej podsłuch jest w stanie nadawać nawet 255 dni.

W przypadku, gdy nie mamy dostępu do pomieszczenia, które inwigilujemy warto jest poświęcić więcej czasu na przygotowanie odpowiedniego podsłuchu. Podsłuchy zamaskowane w przedmiotach codziennego użytku są bardzo trudne do wykrycia. Ponadto jeśli skupimy się na takich urządzeniach, które potrzebują zasilania sieciowego to uda się nam stworzyć podsłuch pracujący 365dni w roku oraz 24 godziny na dobę.

Dlaczego? Odpowiednie przygotowanie sposobu zasilania zapobiega przepaleniu podsłuchu oraz umożliwia pracę w takich przedmiotach jak gniazdko elektryczne, listwa zasilająca, myszka komputerowa a nawet radio budzik. Metoda zasilana wygląda nieco inaczej w przypadku podsłuchów pracujących w oparciu o technologię GSM. Te najczęściej zasilane są akumulatorowo i nie wymagają zmiany baterii, ale regularnego doładowania. Akumulatory pozwalają na kilka dni pracy lub nawet 15dni ciągłego czuwania. W celu uzupełnienia wymaganego poziomu mocy należy podłączyć adekwatnie przygotowaną ładowarkę sieciową. Podsłuch GSM także nadaje się do ukrycia w przedmiotach pobierających zasilanie z sieci.

Jego przewaga nad nadajnikiem radiowym polega na tym, że w chwili odłączenia zasilania nadajnik radiowy nie pracuje a podsłuch GSM przełącza się na tryb akumulatorowy i do jego rozładowania dalej skutecznie pracuje. Trzecim wyjątkowo specyficznym rodzajem podsłuchów są wszelkie aplikacje szpiegowskie. W przypadku oprogramowania Spy Phone mówimy o swoistym ,,wirusie” który instaluje się w system operacyjny telefonu komórkowego. Nawet jeśli wręcz maniakalnie inwigilujemy konkretny telefon komórkowy to spadek zużycia baterii jest praktycznie niezauważalny.

---

Profesjonalne podsłuchy


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Najgroźniejsze wirusy komputerowe ostatnich 20 lat

Autorem artykułu jest MEGAMOCNY



Przez 20 lat powstawania wirusów komputerowych cele twórców dla jakich tworzyli te niezwykłe programy diametralnie się zmieniły, jednak wszystkie robaki wymienione na liście łączy jedno – największy rozgłoś i powszechna epidemia.

Oto Galeria największych sław

Friday 13 / Jerusalem (Piątek 13 / Jeruzalem) – stworzony w Izraelu w 1988 roku i wykryty po raz pierwszy w Jeruzalem. Przypuszczalnie upamiętniał 40-lecie Izraela. Kiedy tylko nadchodziła data piątek 13, kasował wszystkie programy zainstalowane na zainfekowanym komputerze.

Barrotes (Pręt) – pierwszy dobrze znany hiszpański wirus, który pojawił się w 1993 roku. Gdy instalował się na komputerze, pozostawał w ukryciu do 5 stycznia, a gdy się aktywował wyświetlał na ekranie komputera szereg więziennych krat.

Cascade / Falling Letters (Kaskada / Spadające listy) – stworzony w Niemczech w 1997 roku. Ilekroć infekował komputer, sprawiał, że na ekranie pojawiała się kaskada spadających listów.

CIH / Chernobyl (CIH / Czarnobyl) – ten wirus został stworzony na Tajwanie w 1998 roku. Rozprzestrzenił się zaledwie w ciągu tygodnia i zainfekował tysiące komputerów.

Melissa (Melisa) – po raz pierwszy pojawił się 26 marca 1999 r. w USA. Ten złośliwy kod do rozprzestrzenienia się używał inżynierii społecznej. Treść wiadomości jaką wysyłał brzmiała: „To jest ten dokument o który prosiłeś… nie pokazuj go nikomu innemu ;-) ”.

ILoveYou or Loveletter – tak sławny, że prawie nie potrzebuje prezentacji. Ten romantyczny wirus pojawił się w Filadelfii w 2000 roku. Wiadomości e-mail z tematem ‘ILoveYou’ zainfekowały miliony komputerów osobistych na całym świecie, a także organizacji takich jak Pentagon.

Klez – stworzony w Niemczech w 2001 roku, infekował komputery tylko 13 dnia nieparzystego miesiąca.

Nimda – jego nazwa to pochodzi od słowa ‘admin’ napisanego wspak. Był zdolny do tworzenia uprawnień administratora na zarażonym komputerze. Powstał w Chinach 18 wrześnie 2001 roku.

SQLSlammer (Wiezienie SQL) – groźny kod, który spędzał sen z powiek administratorom. Po raz pierwszy pojawił się 25 stycznia 2003 roku i w zaledwie kilka dni zainfekował ponad pół miliona serwerów.

Blaster (pot. Pistolet) – ten wirus stworzony w USA 11 sierpnia 2003 roku rozprzestrzeniał się za pomocą wiadomości: „chcę tylko powiedzieć kocham cię San!!” (Ciągle nie wiadomo kim jest San…) oraz „Billu Gatsie, dlaczego to umożliwiasz? Przestań zarabiać pieniądze i napraw swoje oprogramowanie”.

Sobig – ten niemiecki wirus był sławny latem 2003 roku. Najbardziej szkodliwy wariant „F” zaatakował 19 sierpnia i stworzył ponad milion swoich kopii.

Bagle (Precelek) – pojawił się 18 stycznia 2004 roku i był jednym z najbardziej płodnych wirusów ze względu na liczbę wariantów.

Netsky – ten robak także pochodzi z Niemiec. Powstał w 2004 roku, a wykorzystywał słabość Internet Explorera. Jego twórca jest także odpowiedzialny za powszechnie znany wirus Sasser.

Conficker – ostatni na liście i najmłodszy, pojawił się w listopadzie 2008 roku. Co zaskakujące jeśli ma się skonfigurowana klawiaturę na ukraińską, nie zaatakuje…

Podsumowanie

Jak wynika z tej listy najgroźniejszych wirusów komputerowych ostatnich 20 lat pierwsze wirusy komputerowe nie były tworzone z myślą o niszczeniu i wykradaniu danych , a o rozsławieniu twórców tych niezwykłych programów komputerowych. Niestety obecne wirusy komputerowe mają jeden cel – wykraść dane, które przyniosą korzyści finansowe.

---

Agencja PR MEGAMOCNI


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Jak informator może ochronić swoją anonimowość

Autorem artykułu jest Adamo Incognito



Czytaliście "Digital Fortress" Dana Browna?
Jeśli tak, to macie wyobrażenie, co może dziać się z całą naszą korespondencją, zanim będziemy cieszyć się jej zawartością...

Mając w tle pojawiające się flesze z historii z Wikileaks, warto się zastanowić, jak informować prasę, żeby samemu sobie nie zrobić krzywdy.

Na początek trochę teorii z prawa prasowego.

Zgodnie konstytucją i ustawą o prawie prasowym, dziennikarz jest zobowiązany chronić dobra osobiste i interesy działających w dobrej wierze informatorów i innych osób, które okazują mu zaufanie. Informatorem może być każdy obywatel, który chce udzielić informacji prasie.

ALE: w przypadku decyzji sądu, zostaje z tego obowiązku zwolniony.

Taką sytuację przewiduje polskie prawo. Tak naprawdę, wystarczy, by ktokolwiek dostał się do poczty, kalendarza, czy kontaktów dziennikarza – dane informatorów automatycznie trafią w niepowołane ręce. Trudno ocenić na ile jest to duże ryzyko, w przypadku niektórych spraw, na pewno za duże.

Rodzi się pytanie: po co w ogóle ryzykować i o czymkolwiek informować?

Jest na to metoda, jak zwykle, im prostsza, tym lepsza - „wystarczy” nie przekazywać prasie żadnych danych identyfikujących informatora;)

Jest wiele metod na zachowanie anonimowości przy przekazywaniu informacji. W teorii przynajmniej, najwięcej sposobów na nią pozostawia sieć, która z nich wszystkich na pewno jest najwygodniejsza.

Jak to zrobić?

Pierwszy punkt powinniśmy zacząć od instalacji TOR-a. Nie będę się nad tym rozpisywał – cały proces instalacji jest na stronie: https://www.torproject.org/docs/tor-doc-windows.html.pl

Użycie TOR-a powinno zapewnić niewykrywalność adresu IP, z którego wyślemy wiadomość.

Po drugie, musimy jeszcze wysłać wiadomość posługując się specjalnym serwisem, który pozwoli zachować anonimowość. Jako przykład posłużyć może: https://www.awxcnx.de/mm-anon-email.htm – bardzo prosty w obsłudze serwis założony i utrzymywany przez German Privacy Foundation.

Według zapowiedzi, wiadomość dotrze do odbiorcy najwcześniej za 2 godziny. Jest to wariant optymistyczny, gdyż czas dostarczenia wiadomości, według informacji na stronie, może się wydłużyć nawet do 12 godzin.

Testujemy:

W przypadku wyżej podanego serwisu, wysłana wiadomość przyszła po około 3 godzinach. Co prawda rozjechało się kodowanie zrnaków, jednak treść maila się da przeczytać.

email_anonim


Pewnie niektórych z Was zastanawia, co znajdowało się z nagłówkach. Zacytuję:

email_anonim2

Ubrązowione zostały tylko niektóre fragmenty pokazujące serwer odbiorcy końcowego.

Kto to wysłał?

Z nagłówków nie wynika nic, poza informacjami kiedy i skąd przyszła wiadomość do odbiorcy końcowego. Teoretycznie jest możliwość dotarcia do nadawcy metodą "po nitce do kłębka", jednak użycie wcześniej wspomnianego TOR-a ją wyklucza.

---

Zapraszam na stronę: http://destylator.at/.
Tam więcej tekstów o tematyce dziennikarsko-PRowo-marketingowej.


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Oszuści internetowi

Autorem artykułu jest anna bobak



Internet jest nie tylko miejscem rozrywki i platformą do utrzymywania kontaktów ze znajomymi, ale też narzędziem pracy, prowadzenia biznesu, rozwijania działalności firmy. Stał się na tyle powszechny, że korzystamy z jego dobrodziejstw coraz częściej i szybciej. Pośpiech ten niejednokrotnie powoduje, że nieświadomie narażamy się na problemy.

Co jakiś czas media ostrzegają nas o kolejnych wyłudzeniach tysięcy złotych za pośrednictwem stron internetowych do złudzenia przypominających strony banków. Zatem nie wystarczy już przechowywanie haseł w bezpiecznych miejscach i korzystanie wyłącznie z własnego komputera - nawet na własnym sprzęcie możemy zostać oszukani. Tego typu sprawy są w końcu wykrywane i mówi się o nich głośno, ale przecież przestępstwa internetowe na mniejszą skalę zdarzają się znacznie częściej.

W przypadku, gdy oszukał nas użytkownik aukcji internetowej, mamy możliwość zgłoszenia tego przypadku do administratora serwisu, możemy tez umieścić negatywną opinię na ten temat. Opinia ta będzie widoczna dla innych internautów, dzięki czemu będą oni ostożniejsi. Co jednak w sytuacji, gdy nie mamy gdzie zgłosić całej sprawy, a skala oszustwa była na tyle niewielka, że nie zainteresują się tym media? Cóż, wszystko zostaje w sieci - i tu właśnie powstają miejsca, w których możemy umieszczać wpisy na temat oszustów internetowych.

Istotne jest to, że najpopularniejsze, najbardziej rozbudowane serwisy tego typu są często odwiedzane nie tylko przez innych internautów, ale również przez policję. Wiele serwisów często współpracuje z profesjonalnymi, doświadczonymi prawnikami. Taki prawnik online udziela oszukanym internautom darmowej pomocy. Udzielona w ten sposób porada prawna nie jest co prawda wyczerpująca, ale pozwala się zorientować, co w takich sytuacjach można zrobić, od czego zacząć: czy warto sprawę zgłosić na policję, ubiegać się o odszkodowanie itp.

Obok oszustw internetowych nie można przejść obojętnie. Zawsze warto zgłosić gdzieś całe zajście tak, aby inni internauci nie dali się nabrać na próby wyłudzeń, by byli bardziej ostożni i więcej czasu poświęcali na sprawdzenie bezpieczeństwa dokonywanych przez siebie transakcji online.

---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl